|
Henryk Dobrzański "Hubal"
Urodził się 22 czerwca 1897 roku w Jaśle. Na
chrzcie nadano mu imiona Henryk, Feliks, Józef. Jego dziadek również
Henryk Dobrzański pochodził z rodziny ziemiańskiej, zubożałej
skutkiem powstania styczniowego. Henryk Dobrzański wyrastał w atmosferze
żywej pamięci powstania styczniowego, w którym walczył jego dziadek.
Do roku 1914 Henryk uczył się (Szkoła Realna w Krakowie). Miał przy
tym ogromne zamiłowanie do koni i jazdy konnej. 1912 wstąpił do Drużyn
Strzeleckich. Gdy wybuchła I wojna światowa, siedemnastoletni wówczas
młodzieniec postanowił wstąpić ochotniczo do formujących się oddziałów
polskich. Była to konsekwencja żywych tradycji powstańczych w rodzinie.
Brakowało mu jednego roku. Podał się więc za starszego o rok i w ten
sposób trafił do 2 pułku ułanów. Przeszedł cały karpacki
szlak bojowy pułku. Za męstwo został odznaczony srebrnym krzyżem Virtuti
Militari V Klasy i czterokrotnie Krzyżem Walecznych. Był wtedy
podporucznikiem. Później otrzymał Krzyż Niepodległości. Po wojnie w
odrodzonej ojczyźnie swój los na stałe związał z polską armią, służąc
zawsze w kawalerii. Jednocześnie zajmował się sportem jeździeckim. W
niedługim czasie osiągnął wysokie umiejętności w tej dziedzinie,
kwalifikujące go do polskiej ekipy jeździeckiej na międzynarodowe
zawody konne. Do historii polskiego jeździectwa przeszedł wyczyn Dobrzańskiego
na zawodach o Puchar Narodów w Londynie w 1925 roku. Henryk Dobrzański
uzyskał wtedy najlepszy indywidualny wynik i otrzymał z rąk księcia
Walii złotą papierośnicę. Wielokrotnie uczestniczył w krajowych i
międzynarodowych zawodach konnych.- 22 razy zajmował pierwsze miejsce, 3
razy drugie i 4 razy dalsze miejsca.
W opinii kolegów z pułku Dobrzański był wzorem
oficera o mocnym kręgosłupie, czasem krnąbrny ale zdyscyplinowany, o dużej
kulturze osobistej. Służbę lubił i doskonale pełnił. Chociaż
wszyscy go lubili, przełożeni woleli nie mieć go w swych jednostkach,
ponieważ zawsze mówił to co myślał i nie lubił nikomu nadskakiwać.
Obawiali się nieco jego kawalerskiej fantazji, która go niekiedy ponosiła,
jak wtedy, gdy w Grudziądzu dla wprawy ściął drzewka w parku, co mocno
nie spodobało się władzom miasta.
Wybuch wojny 1939 roku zastał go w Wołkowysku w
randze majora. Był dowódcą szwadronów zapasowych pułków 4 i 13. Gdy
na początku września 1939 roku rozpoczęto formowanie nowych pułków złożonych
z rezerwistów mjr Dobrzański był przewidziany na dowódcę jednego z
nich. On jednak wolał być zastępcą podpułkownika Jerzego Dąbrowskiego,
któremu powierzono 110 pułk ułanów. Działania wojenne ominęły
ten rejon. Zmobilizowane pułki nie weszły do boju. Major podobnie jak żołnierze
ciężko przeżywał ten fakt. Obowiązek nakazywał mu się bić, a
rozkaz dowództwa kierował pułk na Litwę. Pułkownik Dąbrowski wolał
jednak nie wykonać rozkazu, niż biernie poddać się biegowi wypadków.
Zapowiedział marsz na Warszawę, która się jeszcze broniła. Nie
starczyło mu jednak sił na zrealizowanie tego zamierzenia. Ciężko
chory rozwiązał pułk. Major Dobrzański nie myślał jednak kapitulować.
Objął pułk pod swoją komendę. Od tej chwili nic nie powstrzymywało
go od kontynuowania walki. Przejechawszy kawał Polski od granicy
litewskiej po Góry Świętokrzyskie, był świadkiem skutków wojny i
przygnębiającego działania klęski. Nie zdążył na pomoc Warszawie.
Po kapitulacji stolicy major Dobrzański miał zamiar przedrzeć się do
Francji. Zdecydował się jednak na pozostanie w kraju i kontynuowanie
walki - nawet samotnie. Dostrzegł bowiem rzecz ogromnie ważną: klęska
nie przyniosła upadku ducha narodowego. Świadczyło o tym poruszenie i
aprobata społeczeństwa wywołane pojawieniem się polskiego oddziału.
Major twierdził, że naród polski musi otrząsnąć się z klęski wrześniowej,
a pomóc w tym może istnienie oddziału. Podstawą realizacji zamierzeń
majora było więc utrzymanie oddziału bez względu na jego liczebność.
Nie załamał się gdy pozostało przy nim jedynie 11 żołnierzy. Wierzył,
że ochotnicy napłyną i nie pomylił się . Gdy stanął na tydzień w
Zychach ochotnicy zaczęli szybko napływać. Major każdego przyjmował
osobiście uprzedzając o trudach partyzanckiego życia i wymaganiach
jakie ma wobec żołnierzy. Nie każdego przyjmował do oddziału. Wymagał
od swych podkomendnych uczciwego postępowania. Zwłaszcza wyjeżdżającym
na patrole przypominał, by godnie reprezentowali Wojsko Polskie. Swoich
żołnierzy nazwał Oddziałem Wydzielonym Wojska Polskiego a sam
przyjął pseudonim "Hubal" tradycyjny w jego rodzinie. Major
Dobrzański ujawnił w tym okresie olbrzymie zdolności organizacyjne,
niezbędne w czasie, gdy oddział liczył 300 ludzi, których trzeba było
uzbroić i przygotować do walki.
Pod Huciskiem oddział stoczył swą najpoważniejszą bitwę.
W końcu kwietnia 1940 roku Niemcy ściągnęli w te
rejony duże siły aby okrążyć i zniszczyć oddział. W lasach pod Anielinem
30. IV. 1940 doszło do potyczki, w której major Dobrzański został
ranny i wzięty do niewoli. Świadkiem ostatniej drogi majora był 19 -
letni Władysław Tomasik, który widział jak Niemcy wynieśli rannego
majora z lasu i kłuli go bagnetami. Tomasik również na rozkaz Niemców
przewiózł ciało majora z Anielina do szosy na Tomaszów, gdzie załadowano
zwłoki na samochód ciężarowy. Major miał przestrzelone nogi ale zmarł
na skutek ran zadanych bagnetami niemieckimi. Do dziś nie jest znane
miejsce, w którym został pochowany major Dobrzański. Istnieje tylko
jego pośmiertna fotografia. Po wojnie major Henryk Dobrzański "Hubal"
został odznaczony pośmiertnie złotym krzyżem Virtuti Militari IV
klasy oraz awansowany do stopnia pułkownika.
|